poniedziałek, 18 lutego 2013

Shrek

- ciasto z galaretką, idealne w upalne dni

 



Przymierzałam się do zrobienia tego ciasta już od dawna. Skłoniło mnie do tego wiele pozytywnych opinii na jego temat, ciekawy wygląd i przesympatyczna nazwa. Ciasto nie jest za słodkie, więc bez obaw, że zemdli nas po jednym kawałku...powiedziałabym prędzej, że jest w trzech smakach - kwaskowaty (galaretka), słodki (delicja) i hmm... coś pomiędzy słodki a kwaskowaty (hehehe, zielony budyń). Składa się z kilku warstw, mi najbardziej smakuje ta z budyniem robionym na owocowym soku Pysiu. Nie martwcie się, jeśli wydawać Wam się będzie, że wylewane masy (budyniowa i śmietanowa) są za cienkie. Mi też się tak wydawało, a po przekrojeniu okazało się, że wyszły idealne. Przepis z Moje Ciacho :)






Składniki na biszkopt:

  • 5 jaj
  • 1 cukier waniliowy 16 g
  • 4 łyżki cukru
  • 5 łyżek mąki
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki oleju
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Obie mąki z proszkiem do pieczenia, przesiać przez sitko do miseczki.

Białka ze szczyptą soli ubić mikserem. Dodać cukier, cukier waniliowy, ubijać, następnie dodać żółtka, dalej miksować aż wszystko się ze sobą połączy (czas ucierania mikserem ok. 10 minut). Na koniec dodać olej, chwilę ucierać i małymi porcjami dodawać obie mąki z proszkiem. Ważne aby ten ostatni etap wykonywać delikatnie, przy pomocy łyżki. Jeśli użyjemy miksera masa nam opadnie a biszkopt nie urośnie. Mi tak się przytrafiło za pierwszym razem.

Blaszkę o wymiarach 35x20 cm (u podstawy, natomiast mierzona u góry ma 40x25cm) wyłożyć papierem do pieczenia, wylać masę biszkoptową  i piec ok. 35 minut w 180 st. C.


Zielony budyń:

  • 1 duży sok zielony ,,PYSIO”  lub inny ;)
  • 3 budynie śmietankowe bez cukru po 40 g (każdy)

W szklance soku rozprowadzić trzy budynie. Resztę soku zagotować, a gdy zacznie wrzeć, wlać do niego wcześniej przygotowaną mieszankę i mieszać do uzyskania jednolitej konsystencji (przygotować, tak jak budyń)
Zielony, gorący budyń wylewamy na przestygnięty biszkopt.


Masa śmietanowa (ubijać dopiero po wyłożeniu delicji i przestygnięciu ciasta - patrz "Wykonanie całości")

  • ½ l śmietany kremówki 30 %
  • 1 płaska łyżka cukru pudru
  • 2 galaretki agrestowe
  • 1 szklanka wody

W jednej szklance wrzącej wody rozpuszczamy dwie galaretki. Czekamy, aż galaretka ostygnie i zacznie się ,,delikatnie” ścinać.

Następnie ubijamy schłodzoną śmietanę z cukrem pudrem na sztywno, po czym delikatnym strumieniem wlewamy naszą przygotowaną, zimną galaretkę, pamiętając, by cały czas miksować. Jak ubijemy śmietanę z galaretką, należy ją niezwłocznie wyłożyć na ciasto, bo szybko sztywnieje, dlatego ten etap przygotowywania ciasta wykonać, kiedy wyłożymy delicje i przestygnie ono nam całkowicie. Wiem, że się powtarzam, ale to bardzo ważne.


Ponadto:

  • 2 opakowania ,,Delicji Wiśniowych”
  • 2 galaretki agrestowe



Wykonanie całości:


Mamy już dwie warstwy. Biszkopt, a na nim zielony budyń. Jak już lekko nam się ochłodzi (budyń), ale nie jest całkiem zimny układamy w rzędach, jeden obok drugiego delicje czekoladą do góry. Ja zrobiłam trzy kolumny (jak widać u góry)

Kiedy ciasto całkowicie ostygnie, wykładamy masę śmietanową.

Następnie całość polewamy dwoma galaretkami agrestowymi, rozpuszczonymi w ½ l wrzącej wody. Oczywiście, galaretka ta, ma być zimna i już dobrze ścinająca się, by nie spłynęła z ciasta.

Całość odstawić w zimne miejsce lub do lodówki. Po kilku godzinach, jest gotowe do jedzenia.




środa, 13 lutego 2013

Czekoladowy mus


Dryn dryn... dzwoni kumpela... Będę tak za 3 godzinki.. Okej...Od razu pomyślałam - mus czekoladowy? Czemu nie. Szybko, czekoladowo, puszyście...i bardzo słodko. Następnym razem dam jedno jajko dodatkowo i kilka kostek mniej czekolady, deseru będzie więcej , a w smaku nie będzie tak słodki. Przepis ze  Smaku czekolady.


Składniki ( na 3 porcje po 140 ml):
  • 50 gram mlecznej czekolady
  • 50 gram gorzkiej czekolady
  • 50 gram masła
  • 50 ml likieru kukułka  lub innego dowolnego (np. kawowego, malibu)
  • łyżeczka wody (można pominąć, ja tak zrobiłam)
  • 2 jajka
  • 2 półkopiaste łyżki cukru

Połamane czekolady, wodę, likier i  masło podgrzewamy w kąpieli wodnej. Studzimy...zajmie to 5-10 minut. Ubijamy na sztywno białka, dodając stopniowo cukier. Przestudzoną masę łączymy z żółtkami. Następnie dodajemy jedną łyżkę ubitej piany, kiedy krem będzie miał jednolitą konsystencję dokładamy pozostałe białka, mieszamy (nie miksujemy) delikatnie, aby białka nie wytrąciły pęcherzyków powietrza,  a masa pozostała puszysta. Przelewamy do salaterek, remekinów i schładzamy przez godzinę, dwie w lodówce. Warto już wcześniej wstawić puste naczynia do lodówki, wówczas deser w chłodnych miseczkach szybciej nam stężeje. Można udekorować owocami, tartą czekoladą.



Mus bierze udział w akcji:

Walentynki 2013 - czym to się je?

wtorek, 12 lutego 2013

Kulki waniliowe


Przepis na trufle wzięłam z Kwestii smaku, zmodyfikowałam go jedynie dodając laskę wanilii, a rezygnując z rumu. Do zrobienia tego typu czekoladek namówiła mnie koleżanka, ta od Werkowych muffinek. Przepis prosty, czekoladki pyszne, choć dość słodkie.

Składniki (na 16 trufli):
  • 200 gram białej czekolady
  • pół laski wanilii
  • 1/5 szklanki kremówki 36% (ok.40ml, nie więcej)

Do obtoczenia:
  • płatki migdałów
  • wiórki kokosowe
  • perłowa posypka

Zasada działania jest taka sama, jak przy robieniu trufli kawowych, więc większość przepisy zacytuję za nimi.
Czekolady siekamy na małe kawałki, wtedy lepiej się rozpuszczą. Laskę wanilii przekrajamy wzdłuż i wyciągamy miąższ. Przygotowujemy kąpiel wodną i  w naczynia umieszczamy kremówkę, czekoladę oraz miąższ i korzeń z laski wanilii. Mieszamy od czasu do czasu, podgrzewając na małym ogniu do momentu rozpuszczenia czekolady. Wyciągamy korzeń od wanilii, a masę schładzamy w lodówce, najlepiej 5h, aż będzie na tyle gęsta, aby można było z niej formować kule.
Łyżeczką nabieramy odpowiednią ilość kremu i kulamy w dłoniach trufle. Musicie robić to bardzo szybko i dość sprawnie, bo masa po krótkiej chwili lepi się do rąk, topnieje i nie da się uformować zgrabnych kuleczek. Uformowanego trufla obtaczamy we wiórkach kokosowych, płatkach migdałów lub perłowej posypce.
Gotowe czekoladki umieszczamy w papilotkach, trzymamy w lodówce do momentu podania. Najlepsze są po 12h chłodzenia. Można je przechowywać do kilku dni w lodówce.

Rady:
  • Masę warto schłodzić w dwóch miseczkach. Kiedy zrobimy połowę trufli, z lodówki wyciągamy drugą miseczkę i tym sposobem nadal mamy chłodną masę.
  • Jeśli okazało się, że daliście za dużo kremówki/likieru i masa nie chce Wam zgęstnieć, to spokojnie. Ponownie podgrzejcie ją w kąpieli wodnej i dodajcie więcej czekolady. Będzie dobrze. 


Trufle biorą udział w akcji:

  

Trufle kawowe


W tym przepisie podoba mi się to, że czekoladki nie są tak słodkie jak Kulki waniliowe, a mają wyważony smak, wyczuwalny aromat kawy i posmak alkoholu. Wspomniałam znajomym ze szkoły o moim blogu i chciałam zanieść im coś słodkiego do podjedzenia w trakcie przerwy. Uznałam, że trufle będą dobrym pomysłem. Znalazłam też sposób na przechowanie czekoladek w trakcie zajęć - trufle spakowałam w woreczek i wystawiłam za okno na parapet.. gołębie nie pożarły ;) Znajomym smakowało, więc z czystym sumieniem mogę polecić ten prosty przepis.

Składniki (na 20 trufli)
  • 150 gram białej czekolady
  • 70 gram mlecznej czekolady
  • 40 ml likieru Procentów teściowej lub innego likieru kawowego
  • 50 ml śmietany kremówki 36%

Do obtoczenia:
  • płatki migdałów
  • kakao
  • wiórki kokosowe

Czekolady siekamy na małe kawałki, wtedy lepiej się rozpuszczą. Przygotowujemy kąpiel wodną i  w naczynia umieszczamy kremówkę, czekoladę oraz likier kawowy. Mieszamy od czasu do czasu, podgrzewając na małym ogniu do momentu rozpuszczenia czekolady.
Masę schładzamy w lodówce, najlepiej 5h, aż masa będzie na tyle gęsta aby można było z niej formować kule.
Łyżeczką nabieramy odpowiednią ilość kremu i kulamy w dłoniach trufle. Musicie robić to bardzo szybko i dość sprawnie, bo masa po krótkiej chwili lepi się do rąk, topnieje i nie da się uformować zgrabnych kuleczek. Uformowanego trufla obtaczamy we wiórkach kokosowych, kakao lub płatkach migdałów.
Gotowe czekoladki umieszczamy w papilotkach, trzymamy w lodówce do momentu podania. Najlepsze są po 12h chłodzenia. Można je przechowywać do kilku dni w lodówce.

Rady:
  • Masę warto schłodzić w dwóch miseczkach. Kiedy zrobimy połowę trufli, z lodówki wyciągamy drugą miseczkę i tym sposobem nadal mamy chłodną masę.
  • Jeśli okazało się, że daliście za dużo kremówki/likieru i masa nie chce Wam zgęstnieć, to spokojnie. Ponownie podgrzejcie ją w kąpieli wodnej i dodajcie więcej czekolady. Będzie dobrze.



Trufle biorą udział w akcji:

     

poniedziałek, 11 lutego 2013

Moje pierwsze creme brulee bez palnika

- czyli waniliowa pycha


Dziś wpadły do mnie dwie koleżanki ze szkoły, chciałam poczęstować je czymś ekstra... i wyszło..a przynajmniej one tak twierdziły.. Mi smakowało bardzo, więc chyba nie kłamały :) hehehe  Nigdy wcześniej nie robiłam i nie jadłam tego deseru, więc nie mam porównania. Co do konsystencji, to mogę powiedzieć, że jest kremowa, zwarta, puszysta a wierzch chrupiący.. natomiast smak....niebo w gębie, waniliowa słodycz. Z podanej niżej porcji zrobiłam deser dla trzech osób, ale teraz wiem, że spokojnie mogłam "wyprodukować" sześć, ponieważ krem, choć przepyszny, to dość słodki. I tak wybrałam taki przepis, gdzie cukru było najmniej, następnym razem (bo na pewno będzie) dodam go mniej i crème brûlée podam w mniejszych ramekinach.

 
Ciekawostką jest, że chrupiący wierzch przygotowałam bez użycia piekarnika, a pomysł zapożyczyłam od dream-about-muffins..sprawdził się, choć pracy przy tym jest zapewne więcej niż z użyciem palnika gazowego. Dziękuję :) Sekret tkwi w tym, że bierzemy niepotrzebną, starą łyżeczkę, podgrzewamy ją bardzo, bardzo mocno nad płomieniem i przykładamy do warstwy z brązowego cukru.

Składniki (u mnie na trzy ramekiny o wys. 5cm, i średnicy 10cm - polecam użyć mniejsze miseczki, lub nalać mniej masy do środka)
  • 300 ml śmietanki 36%
  • 4 małe żółtka (lub 3 duże)
  • 2/3 laski wanilii
  • płaska łyżeczka cukru waniliowego
  • szklanka i półkopiasta łyżka cukru pudru (jak dla mnie wystarczy szklanka)
  • brązowy cukier na wierzch 

Produkty, głównie żółtka, powinny mieć temperaturę pokojową.  Śmietanę podgrzewamy na małym ogniu z cukrem pudrem (jedną łyżkę zostawiamy do ubicia żółtek), cukrem waniliowym i ziarnami wanilii wraz z korzeniem. Mieszamy od czasu do czasu. Kiedy masa zacznie się gotować, tak że na brzegach garnka pojawią się bąbelki, zdejmujemy z ognia. Żółtka z łyżką cukru pudru ubijamy mikserem na gładką masę, niekoniecznie puszystą ( w zasadzie najlepiej będzie jeśli nie napowietrzymy za bardzo masy, ale jak się nam nie uda to bez paniki, też wyjdzie), ale istotne aby krem był prawie biały. Do tak przygotowanej masy z żółtek dodajemy lekko ostudzoną, ale wciąż ciepłą śmietanę (oczywiście wyciągamy z niej wcześniej korzenie wanilii). Robimy to stopniowo, dodając po łyżeczce i wciąż miksujemy, a to po to, aby krem nam się nie zważył. Gotową masę przekładamy do ramekinów, w których podamy creme brulee. nie napełniajmy ich po brzegi, bo krem w trakcie pieczenia urośnie.
Piekarnik nastawiamy do 150 st.C. Naczynia umieszczamy w brytfance/wysokiej blaszce/czy innym żaroodpornym naczyniu i wlewamy do niego wody do 3/4 wysokości miseczek z creme brulee. Pieczemy przez 25 minut (u mnie dolna i górna grzałka), następnie zmniejszamy stopnie do 110 i pieczemy kolejne 25 minut. Obserwujcie swoje creme brulee, ważne żeby się nie przypaliło. Przeglądałam wiele przepisów i niektórym deser ten wychodził półpłynny, innym bardziej zwarty i puszysty (tak jak mi), więc nie powiem Wam, jaka konsystencja jest idealna. Mi moje creme brulee smakowało, ale jeśli wyjdzie Wam bardziej lejące, to spokojnie, pewnie też będzie pyszne.
Po upieczeniu studzimy deser i chłodzimy go w lodówce kilka godzin, a najlepiej całą noc - tak przynajmniej radzą eksperci - ja swoje wyciągnęłam po dwóch godzinach. 
Po schłodzeniu wierzch kremu przecieramy papierowym ręcznikiem kuchennym, aby ściągnąć kropelki wody, które się tam zgromadziły. Robimy to bardzo delikatnie.  Później posypujemy wierzch cienką warstwą brązowego cukru (około łyżeczki), ale tak aby pokryć nim cały creme brulee. 
Następnie, bardzo mocno rozgrzewamy łyżeczkę nad płomieniem (ogrzewamy około 1-2 minuty - tylko trzymajcie ją przez jakąś ściereczkę, żeby się nie poparzyć) i przykładamy ją do powierzchni cukru (będzie się fajnie dymić) na kilka sekund. Chrupiący wierzch gotowy :) Deser podajemy po przygotowaniu .




A to powód, dla którego macie wybrać starą łyżeczkę :)


 Deser bierze udział w akcji:

Walentynki 2013 - czym to się je? Zmagania sesyjne: karmimy móżdżek :)

niedziela, 10 lutego 2013

Zielono - czerwona rolada z indyka

-z kuskusem, fenkułem i suszonymi pomidorami



Przepis bierze udział w konkursie "Kujawski ze Smakiem" pod patronatem serwisu Z Pierwszego Tłoczenia, którego sponsorem są ZT Kruszwica S.A., producent linii Kujawski ze smakiem. Soczysta rolada, niebanalna, trochę pracochłonna, ale warta swego wysiłku. Dzięki dodatku oleju Kujawski z bazylią i czosnkiem zyskuje na smaku, dopełniają go przenikające się aromaty pomidorów suszonych i pietruszki.



Składniki:
  • pierś z indyka (u mnie 85 dkg)
  • olej Kujawski z bazylią i czosnkiem
  • suszone pomidory w zalewie (ja wzięłam 2/3 słoiczka, gdzie było 145 gram masy netto bez zalewy)
  • pół szklanki kaszy kuskus
  • 1 mały fenkuł (u mnie 50 gram)
  • pół pęczka świeżej pietruszki ( u mnie 2 garście mrożonej )
  • 4 łyżki płynnego miodu
  • 1/3 pęczka tymianku
  • pół szklanki delikatnego bulionu
  • sól, pieprz, słodka papryka



Pierś indyka myjemy, osuszamy, nacieramy bardzo dokładnie słodką papryką i solą. 10 łyżek oleju Kujawskiego z bazylią i czosnkiem mieszamy z miodem i nacieramy mięso. Wkładamy do miski, przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na min 5h (ja wstawiłam na 24h). 
Kaszę kuskus zalewamy 1/4 szklanki wody posolonej szczyptą soli. Fenkuł i suszone pomidory (odcedzone z zalewy) kroimy w drobną kosteczkę. Fenkuł zalewamy wrzątkiem na 5 minut, a następnie hartujemy w zimnej wodzie. Pietruszkę siekamy drobno i łączymy z kaszą i fenkułem.
Pierś z indyka wyciągamy z marynaty i rozbijamy tłuczkiem (jednak nie za cienko), żeby się nie pobrudzić możemy przykryć je folią spożywczą. Mięso doprawiamy sola, pieprzem i słodką papryką. Następnie układamy farsz, na przemian , tak aby po przecięciu gotowej rolady, były widoczne dwukolorowe paski. Paski farszu z kuskusem polewamy częścią marynaty (nie całością, bo będzie za dużo)..nabierze lepszej konsystencji i ciekawszego smaku.


Pierś ciasno zawijamy, uważając żeby nie naruszyć struktury farszu i obwiązujemy go sznurkiem wędliniarskim. 
Na patelni rozgrzewamy kilka łyżek oleju Kujawskiego bazylia-czosnek i obsmażamy roladę z każdej strony, tak aby nabrała złoto-brązowego koloru.
Mięso wraz z sosem z patelni przekładamy do rękawa foliowego i wstawiamy do piekarnika na 25 minut na 180st.C (górna i dolna grzałka włączona). Po tym czasie otwieramy rękaw (uważajcie, żeby nie poparzyć się gorącą parą) i wlewamy bulion, starając się polać nim mięso. Pieczemy kolejne 25 minut, w trakcie obracamy jeszcze  mięso, aby druga strona też nasączyła się bulionem i była wilgotniejsza.
Po tym czasie wyłączamy piekarnik, otwieramy drzwiczki, robimy dziurę w rękawie i zostawiamy mięso na następne 10 minut, aby puściło soki.
Roladę kroimy w zgrabne plastry i podajemy ciepłe bądź zimne. Wyśmienite z sokiem, który wytworzył się podczas pieczenia.







Rolada bierze udział w konkursie:



piątek, 8 lutego 2013

Pomidorowo-sezamowym sosem przybrany makaron niedźwiedzi


Jak ja lubię pomidory, a jeszcze bardziej sos pomidorowy... Mój mąż również.. więc dla nas udana kolacja to taka, gdzie w jej składzie jest makaron, kurczak, i sos pomodorowy...ale żeby nie było nudno i przewidywalnie dodałam tym razem sezam. Danie było inne niż zawsze, pikantne, z wyczuwalnym sezamem, a przez to delikatnie chrupiące. Do tego ulubione wino i udana kolacja gwarantowana, prosta a zarazem niecodzienna.



Składniki (na dwie osoby):
  • puszka pomidorów krojonych bez skórki w całości lub krojonych w soku pomidorowym firmy Pudliszki (klik)
  • 1/4 małej czerwonej papryczki chili
  • 1/4 cebuli czerwonej
  • 4 łyżki ziaren sezamu
  • 6 małych kuleczek mozzarelli
  • garść świeżych listków bazylii
  • 2 suszone pomidory z zalewy
  • sól, pieprz biały, papryka słodka
  • łyżka oleju 
  • mała połówka piersi z kurczaka (opcjonalnie)
  • płaska łyżeczka koncentratu pomidorowego  Pudliszki
  • makaron lekko czosnkowy

Jeśli mamy pierś, to myjemy ją, osuszamy i kroimy w małe kawałki. Cebulę siekamy w drobną kosteczkę, podobnie robimy z chili (bez pestek). Pomidory w puszce miksujemy na sos,  w zależności od tego czy chcemy czuć kawałki pomidorów w sosie czy nie - miksujemy krócej bądź dłużej.
Na patelnię wlewamy olej, rozgrzewamy i wrzucamy cebulę z chili i sezamem, lekko podsmażamy i wlewamy sos ze zmiksowanych pomidorów. Jeśli chcemy przygotować danie mięsne z piersią kurczaka, to dodajemy je teraz, wtedy kurczak będzie miękki i delikatny w środku. W między czasie gotujemy makaron.
Sos jest gotowy, kiedy cebula zmięknie, nie trwa to długo..jeśli mamy pierś, to trwa to chwilę dłużej. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem białym i słodką papryką oraz koncentratem pomidorowym. Ja przypraw nie dodałam dużo, ponieważ nie chciałam "zabić" smaku sezamu. Na sam koniec, przed ułożeniem sosu na makaronie dodajemy posiekaną bazylię, i pokrojoną w ćwiartki mozzarellę, przez co zioła nie stracą koloru, a ser będzie delikatnie się ciągnął.
Kiedy polejemy makaron sosem, na wierzch układamy pokrojone w paski suszone pomidory i listek bazylii.







Danie bierze udział w akcji:

         

Białkowiec - jednoszklankowiec

-czyli ciasto na białkach, z makiem i bakaliami

 


Wy też po tłustym czwartku macie nadmiar białek? Chcecie zrobić z nich użytek? Ja tym razem nie chciałam ani bezów, ani kokosanek (klik)...znalazłam przepis na tzw. pieguska, ciasto z dużej ilości białek, z makiem sypanym, prosty i szybki w wykonaniu, czyli taki, jak lubię najbardziej. Jego nazwa "jednoszklankowiec" pochodzi, jak przeczytacie poniżej, od ilości składników - czyli po jednej szklance z głównych półproduktów. Rada: Kiedy ciasto mamy już w piekarniku warto je obserwować. W oryginale mówią, aby piec je w 220 st.C. przez 50 min, mi za szybko zaczął się rumienić z góry (przy włączonej dolnej grzałce i termoobiegu) i od 20-stej minuty zaczęłam już piec w 180 st.C przez kolejne 20 minut, czyli łącznie 40 minut. Także obserwujcie ciasto i dostosujcie czas i temperaturę do swoich piekarników, sprawdzając w trakcie suchość placka patyczkiem.



Składniki (na keksówkę):
  • 1 szklanka mąki
  • 1 szklanka maku (suchego, nie mielonego)
  • 1 szklanka białek
  • 1 szklanka cukru
  • 1/2 szklanki oleju, lub zimnego stopionego masła
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Opcjonalnie: 
  • bakalie(orzechy, rodzynki, skórka)
  • na wierzch cukier puder/polewa czekoladowa/mleczna czekolada rozpuszczona na parze

Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia (mozna pominąć, żeby było szybciej). W misce ubijamy na sztywno białka, dosypując stopniowo cukier ( w tym momencie naszła mnie ochota na bezy). Następnie dodajemy powoli mąkę z proszkiem do pieczenia, później wsypujemy mak, wlewamy olej (masło) i mieszamy łyżką. Jeżeli chcemy, to w tym momencie możemy dosypać bakalie.
Przygotowaną masę umieszczamy w keksówce wyłożonej papierem i pieczemy ok. 50 minut w temperaturze 220 stopni.
Rada: Mi jednoszklankowiec za szybko zaczął się rumienić z góry (przy włączonej dolnej grzałce i termoobiegu) i od 20-stej minuty zaczęłam już piec w 180 st.C przez kolejne 20 minut, czyli łącznie 40 minut. Także obserwujcie ciasto i dostosujcie czas i temperaturę do swoich piekarników. 
Kiedy ciasto jest gotowe (i wystygnie) posypujemy je cukrem pudrem (wersja najszybsza), lub polewamy czekoladą.

Jednoszklankowiec bierze udział w akcji: